Qra domowa żąda urlopu

Ostatnio oświadczyłam Mężowi: -„Potrzebuję urlopu”.

Najpierw zrobił przysłowiowego „karpika” a później stwierdził : -„Też bym sobie poszedł na urlop”.  Już widziałam jak bardzo kusi go żeby zadać pytanie:  -„Od czego Ty kobieto chcesz odpocząć skoro całymi dniami siedzisz w domu”. Miał naprawdę dużo szczęści, że tego nie zrobił. 

O tym jak wygląda życie w domu nie muszę mówić żadnej kobiecie. O tym jak wygląda każdy dzień w domu, z dzieckiem non stop, 24h/dobę, 7 dni w tygodniu nie muszę mówić żadnej matce która była czy też jest na urlopie macierzyńskim, urlopie wychowawczym czy też tak jak Ja pozostała już w domu. A poza tym jak zaglądacie do mnie wiecie, że u nas kolorowo nie jest. Nie ukrywam tego.

Bywa różnie. Różne są matki, różne są dzieci i różne sposoby na życie. Nie mi oceniać, krytykować czy wypowiadać się w imieniu innych. Nie jestem ekspertem i za taką też się nie uważam. Popełniam błędy, jestem tego w pełni świadoma.

Brak mi cierpliwości i wytrwałości. Nie potrafię nie reagować krzykiem gdy widzę, że mój Młody pomimo kilku już upomnień kolejny raz skacze na główkę na naszym łóżku. Moje serce staje wtedy z przerażenia że usłyszę tylko ciche trach w szyi swojego dziecka. Nie umiem powstrzymać emocji gdy po raz setny upominam go by posprzątał swoje zabawki z podłogi bo już sam się na nich przewraca i słyszę w odpowiedzi: -„oj mamo daj spokój, bawię się”. Tak, tak Młody ma niespełna 4 lata a już taki tekst potrafi rzucić. Nie wiem jak się nie wkurzyć gdy po całym przedpołudniu stania przy garach mój Młody nawet nie chce spróbować tego co przygotowałam na obiad: -” bo nie”. Ciężko mi być obojętną na jego wrzaski i rzucanie w ścinę zabawkami, na szarpanie mnie za ubranie i próby uderzenia. Na jego nieustanne – „nie mogę” na absolutnie wszystko o co poproszę. Na jego ciągłe ucieczki na spacerach.

Brakuje mi sił, zarówno fizycznych jak i psychicznych, emocjonalnych. Nie daję już po prostu rady. Jestem z Młodym od jego urodzenia praktycznie non stop. Prawie 4 lata nieustannie. Czasami zajmuje się nim Moja Mama ale wtedy i tak gdzieś w pobliżu jestem i Ja. Teściowa nie zajmuję się nim w ogóle. Jak pojawi się raz czy dwa razy w miesiącu na 20 minut (czy nawet krócej) to tylko ma pretensje do mnie że wnuk się nie chce z nią przywitać czy pogadać. A jak ma się jej rzucić w ramiona jak zdążył już o niej prawie zapomnieć?

Ktoś by słusznie zauważył, że przecież nie jestem sama. Przecież mam Męża i opieka nad dzieckiem spada na nas oboje. Fakt. Teoretycznie tak jest ale praktycznie niestety już nie. Mężu pracuje całymi dniami. Gdy jedzie na pierwszą zmianę wyjeżdża z domu przed 5 rano, wraca około 17-tej. Gdy jedzie na drugą zmianę wychodzi przed 7 wraca po 19-tej. Nie rozgrzeszam Go, co to to nie, piszę jak jest. Ale przecież jeszcze są weekendy, ktoś by mądrze zauważył, wtedy opieka rozkłada się na nas dwoje na cały dzień. Owszem są. I szczerze wyczekuję ich z wielkim utęsknieniem i nadzieją ale gdy przychodzą to przeważnie modlę się tylko o to by znów nastał poniedziałek. Dlaczego? Hmmm. Może wyjaśnię na przykładzie minionego weekendu który wbrew pozorom wcale nie odbiegał od normy.

Sobotę rozpoczęliśmy tradycyjnie już około 2 nad ranem przytuptaniem do naszego wyrka Młodego. Dwie godziny jego zwyczajowego kręcenia się w łóżku i „Mamo piciu”, „Mamo kupa”, „Mamo chodźmy do mojego łóżka” itd. To nic że Tata leży obok, to zawsze musi być Mama. W końcu około 5 przysnął wreszcie. Wstaliśmy już definitywnie około 8ej (jak dla nas prawdziwy szał i rozpusta). Zrobiłam śniadanko dla nas wszystkich, nie lubię jak mi się ktoś kręci w naszej mikroskopijnej kuchni jak przygotowuję jedzenie więc Panowie zajęli się sami sobą. Po śniadaniu przypomniałam Mężowi, że umawialiśmy się, że zabierze Młodego na plac zabaw albo na dłuższy spacer żebym mogła trochę odpocząć. No i się zaczęło. Nagłe kichanie, smarkanie, – „oj jak źle się czuję” -„przeziębiony jestem” itd. Jeszcze na spokojnie nie reaguję. Zaraz przychodzi z termometrem i tekstem -” zobacz mam chyba gorączkę”. Faktycznie, ale tylko na to chyba. Termometr pokazywał zabójcze 36.6. Ręce mi opadły do podłogi. Wyśmiałam go że taka temperatura to normalnego zdrowego człowieka jest. Co On na to? – „no to musiałem mieć obniżoną bo mi się nagle tak gorąco zrobiło, widzisz chory jestem”. No absolutna kaplica. Potem stękanie, wzdychanie, jęczenie co najmniej jakby już na łożu śmierci był. Dziwne że księdza nie kazał do siebie wołać. Sprawa była już jasna, zrobi wszystko żeby tylko dzieckiem się nie zająć. No i rzeczywiście, nawet nasze zawrotne 35m2 odkurzał przez 2 godziny gdy Ja z rozkrzyczanym i rozbieganym Młodym siedziałam na podwórku. Tak, poddałam się i zabrałam Młodego na dwór, pogoda była cudna, a w domu dziecko moje już zaczynało swoje dzieło zniszczenia uskuteczniać. Można było by powiedzieć, że przecież mogłam sobie posiedzieć na świeżym powietrzu i po odpoczywać. No i znów niestety to tylko teoria bo przecież samotna zabawa autami to jest nudna, a jeżdżenie na rowerze bez wpadania z impetem na Matkę to już w ogóle straszna nuda. Po za tym – „Mama musisz stać tu i patrzeć jak Ja się bawię”. A Mężu co porabiał jak wróciliśmy do domu. Leżał na łóżku i bawił się tabletem niby to zgrywając nowe gry dla Młodego. Jakoś śmiertelne przeziębienie mu szybko przeszło, na tyle skutecznie, że jak już położyliśmy Młodego spać wieczorem to zasiadł do swojej gry komputerowej i przesiedział przy niej do 2 rano i jakoś jęków i stęków jak to On się źle czuje nie słyszałam.

Kocham swoje dziecko, kocham też swojego Męża ale czasami naprawdę potrzebuję trochę odpocząć od nich obu. Czasami mam ich tak zwyczajnie, normalnie, po ludzku serdecznie dość. Mieć odrobinę czasu dla siebie, to moje największe ostatnio marzenie. Posiedzieć w ciszy niezastanawiająca się czy ta cisza nie jest przypadkiem tylko ciszą przed burzą, czy Młody coś nie kombinuje. Usiąść czy położyć się i choć przez krótką chwilę móc nic nie robić, móc nie myśleć, nie martwić się, nie denerwować, nie szarpać. Odkryć na nowo spokój. Tym bardziej, że teraz muszę wciąż pamiętać że jest jeszcze we mnie maleńka istotka o którą muszę zadbać. Której moje zdenerwowanie i zmęczenie bardzo nie służy. Czasami ma wrażenie że tylko Ja o niej jeszcze pamiętam. Młody „dojrzewał” we mnie jak pączek w maśle, miałam na wszystko czas, robiłam co chciałam, kiedy chciałam szłam na spacer, kiedy chciałam leżałam i czytałam książkę. Drugie maleństwo jeszcze nie przyszło na ten świat a już ma niezłą szkołę przetrwania. Czasami jak zacznę od rano to czas na to żeby znów usiąść znajduję dopiero około 18-tej.

Nie ma dnia w którym bym nie żałowała, że Młody nie dostał się do przedszkola. Ale o tym już pisałam TU i nie będę się powtarzać. Wiem jedno w przyszłym roku stanę nawet na głowie jeśli będę musiała i Młody pójdzie do przedszkola nawet jeśli nie będzie innego wyjścia to do prywatnego. O ile nasz nowo wybrany rząd nie zmieni rozporządzenia i zniesie obowiązek edukacji szkolnej dla 6-latków tym samym wydając nakaz dla przedszkoli o przyjmowaniu w pierwszej kolejności 6 i 5-latków w ten sposób blokując miejsca dla dzieci młodszych.  Ale to nie jest blog o polityce więc zostawmy lepiej ten temat.

A na koniec coś co chciałabym żeby zmotywowało mnie i każdą z Was do działania:

Kochana Matko, wykończona fizycznie, psychicznie i emocjonalnie wiec jedno! Nie jesteś sama i masz pełne prawo do bycia nie perfekcyjną, wkurzoną, rozżaloną. Jesteś żywą istotą choć może czasami w to wątpisz! I wiesz co jeszcze? Masz pełne prawo upominać się o „urlop”, „dzień wolnego”, „wychodne” jak zwał tak zwał. Odpoczynek należy się każdemu, nawet odpoczynek od „odpoczywania w domu”. Ja będę o swój walczyć jeśli będzie trzeba. Bo faceci to niestety tacy, trochę więcej czy trochę mniej ale egoiści, myślą w pierwszej kolejności o własnej wygodzie (wiadomo że bywają wyjątki ale Oni tylko podkreślają regułę). Grunt to pamiętać o tym że jesteś istotą żywą i masz prawo do własnych uczuć i do zmęczenia jak każdy inny.

Pozdrawiam i ściskam gorąco

Reklamy

4 thoughts on “Qra domowa żąda urlopu

  1. Kochana, nie jestes sama 🙂 mam to szczęście, że córka już lekko wyrośnięta, najpierw rok przedszkola , a teraz już pierwsza klasa! Mimo tego wszystkiego o czym i ty piszesz, nadal marzę by spełniło się nasze marzenie o drugim dziecku 🙂 Bądź dzielna, są chwile i rzeczy, które wynagradzaja nam nawet brak tego urlopu 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Masz zupełną rację. Ja o drugim maleństwie marzyłam od dawna. To nie jest tak,że ciągle jest źle, są i cudowne chwile np. gdy Młody przybiega do mnie odsłania brzucha i mówi „Mamusiu mogę porozmawiać z Dzidzią”, przytula się i całuje mój brzuch. Są chwile gdy grzecznie się bawi i bardzo mi pomaga. Tych chwil jest niestety mało ale dzięki temu jeszcze mocniej nie doceniam.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s