Wybudzenie ze śpiączki

maxresdefault

Zniknęłam na ponad pół roku. Wiedziałam że taki dzień w końcu nastąpi, nie sądziłam jednak, że nastąpi tak szybko i na tak długo. Dlaczego tak się stało? No cóż rzeczywistość mnie zaskoczyła i musiałam wybierać albo świat wirtualny albo realny. Wybór był prosty. A teraz czas na powrót.

Co się działo w między czasie? Cóż całkiem sporo. To może tak w skrócie i chronologicznie 😉

Listopad minął mi pod znakiem biegania po lekarzach. Endokrynolog, laryngolog, ginekolog, usg, diabetyk. Na szczęście większość na NFZ więc przynajmniej portfel za mocno nie ucierpiał. Jednak najgorsze było jeszcze przede mną.

Grudzień a dokładniej jego pierwsze dwa tygodnie były koszmarem. Dwa tygodnie panicznego strachu i paraliżującej niepewności. Kolejna bieganina po lekarzach oraz badania na cito. Ale o tym na pewno powstanie osobny post .Grudzień to też przeprowadzka tymczasowa do Mojej Mamy. Nie dawałam już rady z brzuszkiem i moim wiecznie w biegu Młodym. Po tym jak mi wybiegł na ulicę przed nadjeżdżające auto, po szarpaniu się z nim na jezdny bo nie chciał zejść schowałam swą godność do kieszeni i powiedziałam basta potrzebuję pomocy, dłużej tak nie dam rady. Święta minęły nam chorobowo, wszyscy po kolei łapali jakiegoś koszmarnego wirusa grypy. O dziwo mnie jakimś cudem to ominęło.

Styczeń nowy rok i jak to się ogólnie przyjęło nowy początek. Dla mnie rozpoczął się pobytem na oddziale patologi ciąży. Na szczęście krótko i po zaledwie tygodniu wróciłam do domu.

24 stycznia godzina 20.30 Na świat przyszła moja Mała kruszynka 3 kg wagi i 54 cm długości (o 1 kilogram lżejsza od Młodego a wydawała mi się taka maleńka).

Luty, Marzec, Kwiecień to czas gdy dochodziłam do siebie po cc. Tak, miałam cesarkę i to po raz drugi, jestem z tego dumna i nie czuję się gorszą matką 🙂 To również czas na przeorganizowanie naszego życia. To czas adaptacji Małej, Nas i przede wszystkim Młodego. Nie było łatwo, ba nadal nie jest. Dzieciaki dają ostro w kość.

Tęskniłam za pisaniem, tęskniłam za blogiem. Już od miesiąca próbowałam siąść i wreszcie napisać nowy post. Niestety moje dwa skarby bardzo skutecznie mi to uniemożliwiały w dzień, a wieczorem padałam już na pysk i jeśli udało mi się doczłapać do własnego łóżka to był prawdziwy sukces bo przeważnie zasypiałam na fotelu lulając Młodego. Nie obiecuję (po raz kolejny) że będę pisać regularnie. Wybaczycie mi to mam nadzieję. Moje dzieciaki są nieprzewidywalne i niezmordowane w testowaniu granic cierpliwości i wytrzymałości swojej Matki.

A więc teraz wracam, i to z nowym wyglądem bloga. Musiałam coś zmienić. Czy jest już tak jak powinno być? Nie wiem, wyjdzie w trakcie pisania. Jeśli macie Kochani jakieś pomysły i uwagi to dajcie znać 😉 Za każdą podpowiedź będę bardzo wdzięczna.

Wrócą na pewno moje „przydasie”. Po pobycie w szpitalu przekonałam się, że wiele Mam szuka takich sprawdzonych produktów więc może ktoś trafi też na te które Ja sprawdziłam na sobie i swoich szkrabach. Co jeszcze się pojawi? Na pewno wszystko to co siedzi w mojej głowie i moim sercu a jest tego naprawdę sporo 😉

W każdym razie zapraszam do siebie bardzo serdecznie. Piszcie, komentujcie, udostępniajcie, będzie mi bardzo miło.

 

 

Reklamy

6 thoughts on “Wybudzenie ze śpiączki

    • Kochana Ja Ciebie to szczerze podziwiam! Jak sama napisałaś 3 dzieci i jeszcze takie cuda robisz. Myślę,że i u nas w końcu dojdziemy do jakiegoś kompromisu i damy radę wszystko pogodzić. Potrzebujemy pewnie jeszcze trochę czasu.

      Lubię to

  1. Widzę, że u Ciebie działo się równie sporo, jak i u mnie.
    U Nas też pojawił się nowy członek rodziny, a raczej, pojawiła się- Maja 🙂
    Na szczęście Hania jest na tyle duża, że doskonale rozumie Naszą nową sytuację i nie jest ciężko, nie ma scen zazdrości. Nie muszę też biegać za Nią, bo pomimo, że to żywe srebro, to reaguje na moje prośby- no ale wiadomo, każde dziecko jest inne 🙂
    Życzę Ci dużo siły, cierpliwości … 🙂

    Welcome back 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Gratuluję nowego członka rodziny! Piękne imię 😉
      Młody otwarcie nie okazuje zazdrości, dużo rozmawia z Malutką, uspokaja Ją gdy płacze i gólnie niby jest wszystko dobrze. Tylko odkiedy Mała się pojawiła nie jestem w stanie wyegzekwować od Niego czekokolwiek. Nie oszukujmy się, nie żądam od Niego rzeczy dla Niego niemożliwych czy zbyt trudnych. Myśle że to poprostu jego sposób zwrócenia na siebie Naszej uwagi. Jakoś musimy to przetrwać i starać się mimo wszystko poświęcać naszym szkrabom tyle samo uwagi.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s